
Co myśleć o mężczyźnie , który ogłasza się największym kochankiem świata? Jest arogancki, głupi, zarozumiały? A może infantylny? Cóż, wszystko komplikuje się dodatkowo, gdy ten samozwańczy Don Juan XX wieku , przywdziewając strój swego bohatera postanawia popełnić samobójstwo. Jak n a uwodziciela przystało z braku miłości , oczywiście. I tu sarkazmy i kpiny zmieniają się w troskę o zdrowie psychiczne mężczyzny. Na szczęście zaoszczędzone mu będą pseudonaukowe seanse na kozetce i pełne politowania spojrzenia lekarza. Nasz bohater trafi bowiem pod opiekę psychiatry, który zamiast leczyć , sam poddaje się kuracji zaserwowanej mu przez pacjenta.
Powiem szczerze, że postacie Don Juana, czy Casanovy nigdy nie kojarzyły mi się pozytywnie. Uważałam je raczej za wytwory męskiej , nadmiernie pobudzonej wyobraźni i kultury , która kobiety traktuje przedmiotowo (te statystyki o ilościach kochanek). Film jednak wydobywa z tych historii tak porywającą radość życia, pochwałę miłości i piękna, które można dostrzec w każdej osobie , że nie sposób mu się oprzeć.
Don Juan jest kochankiem idealnym , bo potrafi sprawić, ze kobiety czują sie przy nim idealnymi kochankami. To otwartość na człowieka, jego potrzeby, doznania jest kluczem do sukcesu. Psychiatra, grany przez Marlona Brando, odkrywa na nowo piękno swej żony i pasję życia, a droga do tego wiedzie przez wyjście ze skorupy , w której żyło sie latami. Najpierw zauważa piękne oczy żony, by wreszcie spytać ja o jej marzenia i nadzieje.
Piękna apoteoza miłości i wolności, która znosi ograniczenia i więzy nakładane nam przez prozę życia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz