sobota, 23 lutego 2008

VOLVER


Nie każdy lubi twórczośc Almodovara. Na wstępie powiem, że ja zaliczam się do jego fanek. Zabawne , ale to co u innych reżyserów zdecydowanie mnie odrzuca , a więc pewne przerysowanie ocierające się o kicz , u hiszpańskiego artysty wzbudza mój zachwyt. Volver jest w stanie zachwycić również tych nieprzekonanych do Almodovara.
Aktorstwo jest wspaniałe, Penelope Cruz nigdy nie grała ani nie wyglądała lepiej, Carmen Maura wraca z wielką klasą. Śmiech przeplata sie z refleksją, czarny humor z melodramatyzmem.
Filmowe uniwersum jest zaludnione wyłącznie kobietami. Mężczyźni , przedstawieni jako sprawcy zła i niesprawiedliwości, pojawiają się na chwilę, by zaraz zniknąc . Niektórzy na zawsze... Atmosferę filmu wyznacza śmierć , będąca osią całej historii. Ma ona różne oblicza . Raz jest częścią codziennej egzystencji, której symbolem jest pieczołowite pielęgnowanie nagrobków. Innym razem wstrząsającą konsekwencją popełnionego zła.
Volver opowiada także o wybaczeniu, pojednaniu , wreszcie o miłości. Ta ostatnia nie ma jednak charakteru romantycznego. Relacje damsko -męskie są tu skażone zbrodnią , nie mają oczyszczającej siły. Taką posiada jedynie więź matki z córką: pełna pretensji i skrywanej rozpaczy, ale tez zdolna do każdego poświęcenia.

Brak komentarzy: